Reklama

Nietoperzowe bomby czy działo wiatrowe: oto Najdziwniejsze wynalazki II wojny światowej

Obie strony konfliktu szukały „cudownych broni”, które przechylą szale zwycięstwa na ich stronę. Najdziwniejsze wynalazki II wojny światowej niejednokrotnie wyglądały dobrze na papierze. Z praktyką bywało już różnie.

Nietoperzowa bomba

Podczas II wojny światowej Korpus Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych pracował nad projektem szkolenia nietoperzy jako bombowców kamikadze przeciwko Japończykom. Dentysta z Pensylwanii, Lytle Adams,po raz pierwszy zaproponował ten pomysł na spotkaniu w Białym Domu w 1942 roku. Zainspirowała go wizyta w jaskiniach Carlsbad Caverns w Nowym Meksyku, które były pełne nietoperzy. Adams zaproponował przypinanie zwierzętom drobnych zapalających materiałów wybuchowych i wykorzystanie ich echolokacji do znalezienia kryjówek w stodołach i na strychach.

Reklama

Zgodnie z planem Lytle’a, przypięte bombami nietoperze polecą do Japonii, zagnieżdżą się w zakamarkach najczęściej drewnianych budynków w japońskich miastach i podpalą je. Korpus piechoty morskiej schwytał tysiące meksykańskich molosków brazylijskich i opracował urządzenia wybuchowe, które można było przypiąć do ich pleców. Projekt został odrzucony w 1943 roku, prawdopodobnie dlatego, że rząd USA poczynił postępy w sprawie bomby atomowej.

Psy przeciwczołgowe

W 1942 roku III Rzesza zaatakowała Rosję Radziecką, a Sowieci widząc potęgę niemieckich czołgów próbują znaleźć alternatywne sposoby walki z nimi. Wpadli na pomysł wykorzystania psów jako żywych min przeciwpancernych. Podczas treningu psy były głodzone i wypuszczane na stacjonarne radzieckie czołgi, pod którymi ukryto jedzenie. W górnej części swojego zabójczego stroju miały specjalną „antenę”, która łamała się, gdy zwierzę wczołgało się pod pojazd opancerzony.

Najdziwniejsze wynalazki II wojny światowej

To inicjowało wybuch po kilku sekundach. Jednakże z reguły zwierzęta na polu bitwy były zbyt spanikowane i najczęściej wracały do właścicieli. Dodatkowo najwięcej zniszczono… rosyjskich czołgów. Psy były szkolone na radzieckich wozach, toteż w ich stronę się kierowały. Projekt ostatecznie zawieszono, jednakże radziecka propaganda napominała o nim jako o „sukcesie”.

Reklama

Szalone koło

W 1943 roku brytyjska agencja ds. Rozwoju Broni Różnych (DMWD) została poproszona o opracowanie broni, która mogłaby przebić betonową obronę Wału Atlantyckiego, rozległego systemu zbudowanych przez nazistów przybrzeżnych fortyfikacji. I tak DMWD wynalazł Panjandrum. Ogromne urządzenie składało się z dwóch kół połączonych solidną osią przypominającą bęben, z rakietami na kołach, które napędzały je do przodu. Wypełniony materiałami wybuchowymi urządzenie miało szarżować na obronę wroga, uderzając w nią powodując eksplozję. W teorii stworzony wyłom miał być na tyle duży, że czołg miałby się w nim zmieścić.

Ale kiedy został przetestowany na spokojnej angielskiej plaży, sprawy nie poszły zgodnie z planem. 70 wolno spalających się rakiet kordytowych przymocowanych do dwóch 3-metrowych stalowych kół ruszyło do akcji i przez około 20 sekund robiło to wrażenie. Dopóki rakiety nie zaczęły się odrywać i odlatywać we wszystkich kierunkach. Zmusiło to twórców „genialnego wynalazków” oraz generałów obecnych na pokazie do ukrycia. Reszta była czystym chaosem, gdy Panjandrum szarżowało wokół plaży, całkowicie wymykając się spod kontroli. Nic dziwnego, że Panjandrum nigdy nie widziało bitwy.

Działo wiatrowe

Spośród wielu nazistowskich Wunderwaffen (cudownych broni) opracowanych podczas II wojny światowej Windkanone, czyli Działo Wiatrowe, był jednym z najmniej udanych. Zamiast wystrzeliwania pocisków przeciwlotniczych ta dziwna armata została zaprojektowana, aby zakłócać działanie wrogich samolotów za pomocą podmuchu powietrza. Windkanone było 10-metrową żeliwną rurą o średnicy 1 metra.

Najdziwniejsze wynalazki II wojny światowej

Po elektrycznym zainicjowaniu zapłonu w komorze wybuchła mieszanina amoniaku i wodoru, zmuszając do powietrze do „przeciskania się” przez armatę, następnie strumień był kierowany w górę. Teoretycznie wiatr ten byłby w stanie zakłócić działanie samolotów w zasięgu 150 metrów. W 1945 r. Na moście nad Łabą zamontowano to działo, ale okazało całkowicie bezużyteczne. Zakłócenia w samolotach wroga okazały się tak niewielkie, że ostatecznie broń została porzucona.

Reklama

Samolot-samobójca

Chcąc udoskonalić siłę ataku Kamikaze, Japończycy we wrześniu 1944 roku wprowadzili Yokosuka MXY7 Ohka czyli dużą pilotowaną bombę. Był to samolot o napędzie rakietowym, zaprojektowany specjalnie do ataków Kamikaze, wyposażona w ładunek wybuchowy o masie ponad 1200 kilogramów. Podczas ataku Ohka była przenoszona pod kadłubem Mitsubishi G4M, dopóki jej cel nie znalazł się w zasięgu.

Najdziwniejsze wynalazki II wojny światowej

Po zwolnieniu pilot szybował jak najbliżej celu, następnie aktywował silniki rakietowe, a następnie wystrzeliwał samolot w kierunku statku z przerażającą prędkością. Alianci szybko nauczyli się atakować lotniskowiec Ohka, zanim zdążył go uwolnić, znacznie zmniejszając jego skuteczność. Jednakże za pomocą tej bomby zatopiono amerykański niszczyciel.

Reklama