Reklama

A historii tego układu scalonego i tak byś nie zrozumiał! — biografia na luzie: Jan Czochralski

Jan Czochralski to ziomek z Polski, który odkrył podstawowy element dzisiejszej elektroniki. Dzięki temu mogę dla was dziobać w klawiaturę.

Jan Czochralski od młodości był buntownikiem

Jan Czochralski pojawił się na tym „łez padole” 23 października 1885 w Kcyni. Była to miejscowość Pałukach, będące wówczas pod zaborem pruskim. Na brak towarzystwa nie narzekał, wszak posiadał aż dziewięcioro rodzeństwa! Jego rodzicami byli Franciszek Czochralski oraz Marta z Suchomskich, ojciec był rzemieślnikiem.

Reklama

Już od najmłodszych lat interesował się chemią oraz nauką. Zgodnie z wolą ojca ukończył Seminarium Nauczycielskie w Kcyni, jednak… nie do końca je tak skończył. Gdy otrzymał świadectwo i spojrzał spod byka na dyrektora placówki. Następnie podarł je na oczach zaskoczonego nauczyciela, mówiąc:

Proszę przyjąć do wiadomości, że nigdy nie wydano bardziej krzywdzących ocen!

W tamtych czasach brak tego papierka oznaczał jedno — brak nadziei na pracę naukową bądź nauczycielską. Spokojnie Janek miał w głębokim poważaniu ten świstek. Rodzicom oświadczył, że wyrusza świat, a jak będzie sławny, to wróci. I tak w wieku 16 lat wybrał się do brata do Trzemeszna koło Rozdrażewa. Następnie podjął pracę w Krotoszynie, dokładniej w lokalnej aptece i nabył ogromną wiedzę z dziedziny leków. Przy okazji sporo eksperymentował i wolę nie wiedzieć co ten młody człowiek mógł tam stworzyć! Jednakże zdobyte doświadczenie skutecznie wykorzystywał w późniejszych badaniach. Przełomem okazał się wyjazd do Berlina w 1904 roku.

Że niby został Niemcem!? A w życiu!

Po wyjeździe do stolicy Niemiec podjął pracę w aptece i drogerii dr. A. Herbranda w Altglienicke, później w AEG-Kabelwerk Oberspree. Tam stale poszerzał swoją wiedzę. Myślicie, że położył lagę na wykształcenie? Janek!? Oczywiście, że nie. Uczęszczał jako wolny słuchacz na wykłady chemii na Politechnice w Charlottenburgu. Żeby tak nie zamykać się wyłącznie na sprawy naukowe, uczęszczał na wykłady na wydziale sztuki Uniwersytetu Berlińskiego. Chociaż… to chyba nie sztuka go interesowała. Poznał tam utalentowaną pianistkę Margueritę Haase.

Reklama

Znajomość szybko przerodziła się w miłość, a ta formalnie została przypieczętowana małżeństwem w 1910 roku. Jednak brak papierka gryzł naszego zdolnego chemika i postanowił to zmienić. W 1910 na Politechnice w Charlottenburgu uzyskał dyplom inżyniera chemika, jednak już w 1906 podjął pracę naukową w laboratorium firmy Kunheim & Co, a rok później w Allgemeine Elektricitäts Gesellschaft (AEG).

Jan Czochralski rozwijał się, pracując w Niemczech. W latach 1911–1914 był asystentem Wicharda von Moellendorffa. To właśnie wtedy opublikował swoją pracę poświęconą krystalografii metali. Od tego momentu skupił się na dziedzinie metalografii, czyli dziedzinie nauki, która zajmuje się budową stopów metali. W 1917 roku przeniósł się do Frankfurtu nad Menem. Wszystko dlatego, że został szefem laboratorium metaloznawczego Metallbank und Metallurgische Gesellschaft AG.

Skorzystał z możliwości powrotu do Wolnej Polski. Jednakże powód nie był tak oczywisty, jak mogłoby się wydawać?

Powrót do Ojczyzny

W 1925 roku pojawiła się możliwość powrotu do Ojczyzny. Jednak Janek miał dużo siana, był sławny i miał ciepłą posadkę. Sam prezydent Ignacy Mościcki zaproponował, aby Czochralski powrócił do kraju. No to już takiemu VIP-owi trudno odmówić i Czochralski powrócił do kraju w 1928 roku. Odrzucił kilka naprawdę niezłych ofert pracy w Niemczech. Mógł objąć posadę dyrektora nowo powstałej fabryki duraluminium w amerykańskich zakładach Forda. Jednakże metaloznawca powrócił do Polski nie tylko z powodów patriotycznych. Prawdopodobnie Czochralski został ewakuowany przez polski wywiad, albowiem szpiegował działania niemieckie!

W 1929 roku otrzymał doktorat honoris causa i objął posadę profesora na Wydziale Chemii Politechniki Warszawskiej. Utworzona wówczas Katedra Metalurgii i Materiałoznawstwa była dedykowana jego osobie. Dodatkowo bezpośrednio współpracowała z MSW i miała spory wkład w rozwój technologii wojskowej.

Reklama

Jako że Czochralski miał naprawdę dużo gotówki, z miejsca zakupił willę Warszawie przy ul. Nabielaka (koło Belwederu). W rodzinnej Kcyni budował willę Margowo, nazwaną na część swojej małżonki.

Pisał wiersze, fundował stypendia dla ubogich, ale zdolnych studentów oraz bardzo udzielał się społecznie. Patenty przynosiły mu ogromne zyski, więc o kwestię finansów nie musiał się martwić. Dlatego uwielbiał kolekcjonować dzieła sztuki.

Przy okazji pracy poznał swojego Nemezis atakujący go do końca swego życia. Profesor Witold Broniewski był metaloznawcą oraz metalurgiem, który także przysłużył się wielce odradzającej się Rzeczypospolitej. Miał jednak spory problem do Janka. Czochralski dostał do swojej pracowni najlepszy możliwy sprzęt (w końcu współpraca z wojskiem) i zatrudniał tylu ludzi, ilu potrzebował. Witek stale atakował Janka, uważając, że ten działa na szkodę Polski (jego stop B miał być wadliwy) oraz że duchowo „jest bardziej Niemcem niż Polakiem”.

Jak się już dowiedzieliśmy, Janek nie lubi jak się go poniża i doszło do rękoczynów między obojgiem waszmościów w typowym jak na tamte czasy pojedynku. Niestety najwyraźniej walka była tak zażarta (i wyrównana!), że nie wiadomo kto zwyciężył. Ostatecznie Czochralski wygrał sprawę w sądzie i Broniewski poszedł siedzieć na dwa miesiące. Dodatkowo musiał zapłacić grzywnę w wysokości 500 zł.

Patriota z krwi i kości

Do czasu wybuchu II Wojny Światowej Janek siedział ciągle w Ministerstwie Spraw Wojskowych. W trakcie kampanii wrześniowej starał się wspierać naszych wojaków, niestety walka okazała się przegrana. Jednak on swojej wojny nie odpuścił. Uzyskał pozwolenie od władz niemieckich, aby pod koniec 1939 roku uruchomił z powrotem Zakład Badań Materiałów. Co? Że niby Janek stwierdził „Dobra to ja jednak jestem Niemcem?” Nigdy! Obok oficjalnej pracy na rzecz Rzeszy, działała tam spora siatka konspiratorska, która regularnie wspierała Armię Krajową. Ba, dochodziło nawet do tego, że pod nosem Nazistów zatrudniał członków AK! Nie dość, że byli kryci (pracownicy ważnego sektora dla Rzeszy), to do tego mogli produkować wszystko, co akurat potrzebowali partyzanci. Genialne? Spokojnie! Czochralski dopiero się rozkręcał!

Reklama
Jan Czochralski

W trakcie okupacji używał imienia Johann i to bynajmniej nie z powodów, że wstydził się swego prawdziwego imienia. Dzięki wieloletniej pracy na terenie Niemiec uchodził za obywatela III Rzeszy. Dzięki temu mógł wykorzystywać kontakty w Gestapo i uratował od 30 do 50 osób przed śmiercią. Dodatkowo ratował wiele innych osób przed więzieniem oraz ukrywał polskie dzieła sztuki. W trakcie Powstania Warszawskiego uzyskał zgodę na wjazd do Warszawy. Ratował, co się dało z mienia wypędzonych oraz wywoził bezcenną aparaturę z Politechniki Warszawskiej. Jednakże po wojnie przyszli komuniści. I to zapoczątkowało jego „zdradę”.

Obywatel III Rzeszy? No to nazista!

Nie minęło dużo czasu i Janek szybko podpadł komunistom. W sumie był ucieleśnieniem tego, czego nienawidzili — był wykształcony, bogaty i kochał Polskę. Już 7 kwietnia 1945 roku odwiedzili go „mili” panowie z urzędu bezpieczeństwa. Został określony jako „niejaki Jan vel Johan Czochralski, obywatel Rzeszy, dawny honorowy profesor Politechniki Warszawskiej”. Głównym oskarżeniem było naturalnie „współpraca z III Rzeszą oraz działalność przeciwko Polsce”. Spędził niezbyt miło czas w celi od 18 kwietnia 1945 do 14 sierpnia 1945 w więzieniu w Piotrkowie Trybunalskim. Jednak Specjalny Sąd Karny w Łodzi na rozprawie w dniu 13 sierpnia 1945 r. uniewinnił go od stawianych zarzutów.

Mimo wszystko senat uczelni (w postaci 10 profesorów) nie przyjął go z powrotem na uczelnie. Jednakże historycy zastanawiają się, czy nie zrobiono tego, aby chronić Czochralskiego. Jeśli trafiłby z powrotem na uniwersytet, to SB na pewno drążyłoby jego przeszłość. Gdyby dowiedzieli się, że Janek był zaangażowany w działalność AK, mógłby trafić za kratki na wiele lat. Powrócił on do Kcyni i założył Zakłady Chemiczne „Bion”. Produkował wyroby drogeryjne i kosmetyczne, zapomniany przez świat naukowy. Miał atak serca w trakcie rewizji jego willi przez SB. Trafił do szpitala w Poznaniu i tan zmarł 22 kwietnia 1953 roku.

Jego genialne odkrycie zapoczątkował… przypadek

Jan Czochralski w 1916 roku dokonał swego przełomowego odkrycia. Podobno dokonane przez przypadek. W trakcie pracy, zagapił się i zamiast w kałamarzu, zanurzył stalówkę pióra w tyglu z roztopioną cyną – i wyciągając pióro, uzyskał pręcik metalu. Okazało się, że odkrył w ten sposób metodę pomiaru szybkości krystalizacji metali. Tę nową technikę opisywał jeszcze kilkukrotnie (prace z 1917, 1921 i książka z 1924 r.) oraz w recenzji przygotowanej przez Durrera w 1918 r. Jednakże wówczas była ona bardziej ciekawostką niż przydatną techniką przemysłową.

Dopiero w latach 50. XX wieku okazała się ona kluczowa do produkcji wszelkiej maści elektroniki. Metody Czochralskiego z metalurgii zostały przeniesione do fizyki półprzewodników i do przemysłu elektronicznego. Poniżej macie przedstawiony schemat jak tworzy się z jej pomocą monokryształy:

Z kolei w 1924 roku po wielu latach opatentował słynny bezcynowy stop łożyskowy dla kolejnictwa. Został nazwany metalem B. Okazał się wielkim przełomem w przemyśle i znacząco obniżył koszta inwestycji kolejowych. To ten patent zapewnił mu niekończący się strumień gotówki, albowiem patent sprzedał do m.in. Stanów Zjednoczonych, ZSRR czy Niemiec.

Rok Czochralskiego

Może nie każdy wie, ale Janek miał swój przełomowy rok i nie chodzi tutaj o jakiś fragment życiorysu. W 2013 roku po wielu staraniach historyków oraz profesorów ogłoszono, że jest on rokiem Jana Czochralskiego (oraz Tuwina i Lutosławskiego):

W sześćdziesiątą rocznicę śmierci Jana Czochralskiego Sejm Rzeczypospolitej Polskiej postanawia oddać hołd jednemu z najwybitniejszych naukowców współczesnej techniki, którego przełomowe odkrycia przyczyniły się do światowego rozwoju nauki. (…) Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ogłasza rok 2013 Rokiem Jana Czochralskiego.

Jan Czochralski to ziomek, którego warto pamiętać. Zwłaszcza, że bez niego nie byłoby większości gadżetów z których teraz korzystamy.

Jan Czochralski
Reklama